Jak nie tupać z bezsilności w klasie, czyli porozmawiajmy o tym, co ważne

Specjaliści nie mają wątpliwości – idealna szkoła pomaga uczniom określić cel i uczy jak do niego dążyć. Tylko szkoła, która rozwija motywację, niezależność, krytyczne myślenie i autorefleksję, ma przyszłość w świecie, który zmienia się w niespotykanym dotąd tempie. 

Świetnie, ale jak to robić w polskiej szkole? Przeładowana podstawa programowa, duże klasy, zniechęceni nauczyciele i uczniowie – to nasze szkolne realia. Nauczyciele muszą w sobie łączyć cierpliwość urzędnika i charyzmę generała, subtelność dyplomaty i pewność siebie chirurga na sali operacyjnej, a i to nie gwarantuje sukcesu. Każdy ich błąd wypatrzą uczniowie, którzy podzielą się odkryciem z rodzicami, i to zanim  jeszcze nauczyciel zamknie elektroniczny dziennik… 

Polska szkoła nie ma problemów z poziomem nauki – nasi uczniowie świetnie radzą sobie w testach kompetencji. Ale twardych umiejętności – czyli wiedzy, na której skupia się nasza szkoła – możemy nauczyć się  w trymiga. Warunki traktatu wersalskiego wygooglamy w kwadrans, zebranie danych o zużyciu energii jądrowej na świecie zajmie godzinę, a nauka nowego programu komputerowego – kilka dni. Zrobi to każdy trójkowy polski uczeń, wielu nawet na szóstkę.  

To jednak nie uczenie się encyklopedii na pamięć kształtuje niezależność, motywację czy krytyczne myślenie. A to te umiejętności są niezbędne w XXI wieku. Ważne są kompetencje społeczne, czyli umiejętność komunikacji i interakcji z innymi. To, jak się dogadujemy z innymi, jak potrafimy słuchać, wyciągać wnioski, asertywnie argumentować swoje racje, bez strachu wchodzić w konflikty i bez obrazy z nich wychodzić. Nawet z tych, które przegraliśmy. 

Nikt się nie rodzi z umiejętnościami społecznymi, wszyscy potrzebujemy treningu, a szkoła to pierwsze miejsce, gdzie spotykają się dzieci z rodzin o różnych systemach wartości. Tu ścierają się pierwsze idee. Jeżeli w szkole nie nauczymy się jak ze sobą rozmawiać z szacunkiem, to potem dorosłe życie spędzimy na barykadach. 

  • Wartości, czyli co?

Bóg, wolność i ojczyzna? Może być i tak, ale po pierwsze – i najważniejsze – wartości to sprawa indywidualna. Nikt nie może nam ich narzucać. Dla jednych najważniejsza będzie niezależność, dla innych – bezpieczeństwo. Spokój lub sukces. Harmonia lub perfekcjonizm. Sprawiedliwość lub przygoda. Ryzyko. Życzliwość. Miłość. Przyjaźń. Im szybciej młody człowiek odkryje, co jest dla niego ważne i że o rzeczy ważne należy – i warto! – walczyć, tym mniej rozczarowań go spotka w dorosłym życiu. 

Wartości są jak kompas, który zawsze pokazuje, gdzie jest północ, nawet jak ty przed samym sobą udajesz, że północy nie ma. Twój kompas odzywa się, gdy zbaczasz z drogi i robisz coś wbrew sobie. Czujesz to – to jest to ściskanie w brzuchu, nerwowy sen, irytacja, przygnębienie, które nie pozwala czasem zwlec się z łóżka. Depresja.  Próby samobójcze.

Według statystyk policji Polska w 2019 roku zajmowała drugie miejsce w Europie pod względem ilości samobójstw wśród młodzieży. Jeżeli chcemy powstrzymać tę falę nieszczęścia, to czas na refleksję. Może zamiast popychać dzieci i młodzież do wyścigu po same szóstki, zacznijmy z nimi rozmawiać o tym, czego sami chcą. Eksperci nazywają to „pracą na wartościach”, czyli po prostu dajmy im głos. Pokażmy im, że ważne jest, co myślą.

  • Cierpliwość. I jeszcze więcej cierpliwości

Traktujmy uczniów, jak sami byśmy chcieli być traktowani. Rozmawiajmy, wysłuchajmy. Chcemy ich zaangażowania, to pozwólmy im określić cel. Nie chcą się uczyć, uważają, że szkoła jest bez sensu? Porozmawiajmy o tym, zbierzmy argumenty za i przeciw. Niech sami zdecydują, co jest dla nich ważne i zobaczycie, że zaskoczą was swoją dojrzałością. 

A jak nie? To uzbroimy się w cierpliwość, dużo życzliwości.  Wiele pomysłów młodych ludzi stawia włosy na głowach nas, dorosłych, ale to normalne. To czas, kiedy dopiero poznają siebie, zwoje nerwowe palą się aktywnością, często kręcą bez sensu w kółko. Nic na tym etapie nie jest jeszcze wykute w kamieniu, to wciąż niezborne loty próbne. Dlatego zagryźmy język, ale nie wyśmiewajmy, nie kpijmy, traktujmy ich poważnie i z szacunkiem. I namawiajmy do dzielenia się swoimi przemyśleniami. Niech zdarzają swoje poglądy, bo im więcej innych spojrzeń i różnych perspektyw na świat poznają dorastając, tym łatwiej będzie im się odnaleźć w dorosłym życiu. 

A gdy już naprawdę dają nam w kość, to weźmy głęboki oddech i popatrzmy na nich i zastanówmy się. Czy będą spełnieni w życiu? Jak wielu się z nich rozwiedzie? Ilu będzie samotnymi rodzicami? Ilu padnie ofiarą przemocy domowej? Czy to nie jest ważniejsze, niż co mieli na świadectwie? Rozmawiając o wartościach w szkole przygotowujemy ich do świadomego życia. Nauczycielu, pamiętaj, że twoja praca jest bardzo ważna. Bo jak nie ty, kto może nikt inny już nie będzie miał dla nich tyle serca. 

  • Wartości na kłopoty w klasie

Jeżeli chcemy, by uczniowie byli niezależni, to niech poczują, że wiele od nich zależy. Niech sami rozwiązują swoje problemy. Konflikt w klasie, to świetna okazja do dyskusji o wartościach. Niech zwaśnione strony opowiedzą, co się stało – faktami, bez inwektyw, a cała klasa demokratycznie zastanowi się jak rozwiązać konflikt. Nauczyciel pełni rolę bezstronnego mediatora – prowadzi dyskusję, interweniuje, gdy wymyka się ona spod kontroli. Gdy zaczynasz się czuć jak obserwator wyborów na Białorusi, skończ dyskusję. Wróćcie do niej, jak się uspokoicie i wszyscy obiecają, że będą przestrzegać zasad. Do ćwiczenia polecamy scenariusz Jak dyskutować z Narzędziownika. 

  • A dyscyplina?

Wszystko świetnie, ale w szkole nie ma czasu na takie debatowanie! To rozpuści klasę! No więc, nie. Praca na wartościach nie oznacza braku dyscypliny. Przeciwnie, jak mamy rozmawiać, gdy w klasie panuje harmider? Jak nie słychać nauczyciela, to nie słychać też uczniów. Nikogo nie słychać. Jak chcemy, by nas szanowali, to szanujmy ich, dlatego w klasie obowiązują pewne zasady – nie krzyczymy, nie przerywamy sobie. Dzięki temu każdy ma szansę być wysłuchanym, a czy nie o to chodzi?

W Narzędziowniku przygotowaliśmy kilka ćwiczeń, które pomogą oswoić się z pracą na wartościach.  Wielu z was już tak pracuje, podzielcie się z nami swoimi doświadczeniami i pomysłami. Razem z wami tworzymy Bazę Pozytywnej Uwagi, gdzie znajdują się sprawdzone sposoby i  scenariusze, które będziemy udostępniać innym nauczycielom. Na autorów najlepszych narzędzi czekają nagrody (patrz KONKURS)

Halina Pietrzak, emerytowana nauczycielka wychowania przedszkolnego w Łowiczu:

Kiedyś tak się nie pracowało. Przez całe moje studia pedagogiczne nikt nie wspomniał, że dzieci mogą nas nie słuchać i że to ja, nauczyciel, powinnam ich do tego zachęcić. Nikt nie uczył sensownego rozwiązywania konfliktów. Dzieci miały słuchać, a jak nie to „Proszę natychmiast do gabinetu dyrektora!”. Pod gabinetem stały długie kolejki. W podstawówce! 

Te kary nic nie dawały i obiecałam sobie, że nigdy nikogo nie wyślę do dyrektora. Nie miałam pojęcia jak to zrobić, więc zapytałam uczniów. To było coś niebywałego, bo wtedy nauczyciel nie mógł się zbłaźnić, miał być nieomylny. Pytanie uczniów o to, co mam zrobić, to było szaleństwo, ale czułam, że to w porządku. Zapytałam, co zrobimy – my, wspólnie – gdy ktoś sprawia problemy. Na przykład wtedy, gdy Marcin pomazał długopisem nowy piórnik Krzysia. I oni też chcieli karać! „Wysłać Marcina za drzwi lub do dyrektora”, „Zakazać mu zabaw na przewie”, „Napisać uwagę w dzienniczku”. To mnie przeraziło – dorośli ich karali, więc oni nie wiedzieli nawet, że można inaczej. Zaczęliśmy o tym rozmawiać. To nie była jedna rozmowa, ale wiele. Na początku było to dla mnie trudne, bo nie było scenariusza, nie wiedziałam jak to ma przebiegać i czym się skończyć, musiałam zaufać dzieciom i sobie. Ale rozmawialiśmy i szybko dzieci same dochodziły do wniosku, że kara ani nie poprawia humoru ofierze, ani nie pozwala winowajcy naprawić błędu, i lepiej wymyśleć coś innego. Niech Marcin przeprosi Krzysia i odda mu te fajne nalepki z samochodami, zakleją one bohomazy na piórniku. Pokłócone koleżanki, niech porozmawiają ze sobą i się pogodzą. Jak nie, to zajmiemy się tym na forum klasy, bo klasa to nie jest miejsce, gdzie jesteśmy dla siebie niemili i strzelamy fochy. Jak ktoś coś przeskrobał, to niech przeprosi i zaproponuje jak naprawi błąd. Dzieci same wymyślały zasady, dlatego łatwiej im przychodziło stosowanie się do nich.