Barbara Matusiak
Jak chwalić? – o swoich doświadczeniach opowiadają nauczyciele

Chwalę za błędy

Barbara Matusiak
Nauczycielka języka polskiego z XV Liceum Ogólnokształcącego w Łodzi, gdzie uczy od 34 lat.

Często pani chwali?

– Często. Pochwały dodają skrzydeł, pomagają nam wierzyć w siebie, odkrywać nasze mocne strony. Lubimy być chwaleni, więc pochwały motywują, chce nam się robić więcej.

Jak chwalić,by dzieci dostawały skrzydeł?

– Konstruktywnie. Dziecko musi dostać prosty komunikat, co robi dobrze, jak ma pracować, by osiągać lepsze wyniki, co ma rozwijać. Ja mówię: „Świetnie to analizujesz, wyciągasz dobre wnioski, ale zwróć proszę uwagę na to, jak je przedstawiasz”.

Przedstawiasz?

– Tak, bo sposób mówienia, z przekonaniem, jest bardzo ważny.

Chwali pani dając prosty komunikat, czyli?

Bez sensu są pochwały ogólnikowe typu „dobry jesteś”, „jesteś miła”, „super, oby tak dalej”. Pochwała musi być rozbudowana. Ja wpisuję konkretne uwagi pod pracami, np. „postawiłeś ciekawą tezę, dobrze dobrałeś argumenty” i wymieniam je. Potem piszę, co uczeń powinien jeszcze poprawić np. „popracuj nad interpunkcją, bo ma to wpływ na sens wypowiedzi” i przypominam zasady interpunkcji.

Pochwała, że uczeń zachowuje porządek, nic nie znaczy, bo o porządek w szkole musi dbać każdy. Nie jest też dobre ciągłe chwalenie kogoś za to, że jest w czymś dobry. Jeśli jest taki dobry, to co ma zmienić? W pochwale musi być wskazówka co dalej. Do najlepszych mówię np. „dobrze komentujesz utwory literackie, poczytaj w domu recenzje, książki publicystyczne, pomogą ci rozwinąć tę umiejętność, nie zamykaj się tylko w tym, co było na lekcji”.

Chwalę też za robienie błędów.

Dlaczego?

Błąd jest punktem wyjścia do dyskusji na lekcji. Mówię: „Świetnie, że zrobiłeś taki błąd, teraz o tym porozmawiajmy”. Uczeń może wyłożyć swoje argumenty i spieramy się, czy ma rację. Nie denerwuję się, kiedy nie ma racji.

Nie denerwuję się też, jeśli nie chce współpracować, gdy np. uczeń mówi: „Nie będę rozmawiał o tekście, bo jest głupi. Nudzi mnie ta lekcja. Mickiewicz! Po co mi to do życia potrzebne?”. Ode mnie wtedy usłyszy, że ma prawo. Doceniam, że jest szczery.

Może być niegrzeczny? Mówiła pani, że sposób mówienia jest bardzo ważny.

Kiedyś takie odzywki były nie do pomyślenia, ale dla mnie są początkiem dyskusji, bo złość, emocje pokazują, że temat nie jest obojętny. Uczeń mówi mi coś ważnego – że to nie jego świat, wartości. Rozmawiamy o tym i uczeń otwiera się. Narzeka, że szkoła uczy o matce Polce, obowiązku rodzenia dzieci, obowiązku umierania za kraj, a dla niego to anachroniczne wartości, bo świat dziś jest inny. Dla niego patriotyzm to uczciwe życie.

I chwali pani takiego ucznia?

Oczywiście. Nie chwalę za to, że ktoś ma wciąż palec w górze i zna odpowiedzi na wszystkie pytania z podręcznika, chwalę za to, że uczeń chce rozmawiać, pracować na lekcji, dyskutować. Młodzi ludzie uczą się, że mogą mówić o wszystkim i bez złości, spokojnie, bo ja ich słucham.

Może w ogóle w szkole nie powinno być jedynek i kar?

Jedynki są potrzebne. Tak samo jak błędy. To chwilowe klęski, które uczą się podnosić. Czasem przychodzą do mnie rodzice i narzekają na swoje dzieci, bo oczekują od nich samych szóstek. A to nie tędy droga. Wysokie ambicje rodziców powodują, że dzieci są przemęczone nauką, nie mają w sobie radości, boją się samodzielności i błędów. A jak masz odrywać nowe rzeczy, jeśli nie robisz błędów? Próbując nowe rzeczy musisz być na nie przygotowany.

Rodzice też skarżą się, że dziecko np. dużo siedzi wieczorami w internecie. A ja pytam: „A co ona czy on w tym internecie robi?”. Bo może czyta e-booki, może pisze tam swoją pierwszą powieść, może wyrośnie z niego zdolny informatyk? Dziecko w różny sposób rozwija pasje, rodzic musi to zrozumieć i rozmawiać o tym z dzieckiem. Nie można mówić, że tylko gapi się w monitor, bo może dzięki temu zrobi coś przełomowego w życiu.

Jak chwalić, by pochwały, dobre słowo nauczyciela były drogowskazami na całe życie?

– Napisała do mnie kiedyś moja była uczennica, że zapytałam ją na lekcji, co sądzi na jakiś temat, i ona mi odpowiedziała, że nic. Jednak dzięki temu pytaniu zaczęła się zastanawiać i inaczej patrzeć na świat.

Nie wiemy, kiedy i co dogłębnie trafi do ucznia, co wywrze na nim wrażenie i spowoduje poważne zmiany. Ta dziewczyna zmieniła się nie pod wpływem pochwały, ale pod wpływem pytania i to wydawało się prostego. Dlatego zaczęła się zastanawiać nad światem.

Byli uczniowie dziękują mi też za książki, które posuwałam im do przeczytania. Piszą, że teraz mają w domach biblioteki, bo mówiłam im, że książki są ważne i że mogą je oceniać, jak chcą. Dziękują, że mogli mieć własne zdanie na lekcjach, że się nie bali go wypowiadać. Wspominają dyskusje, podczas których mogli mówić wszystko. Nie było cenzury, każda opinia była ważna.

Szkoła uczy niezależnego myślenia?

– Ja uczę. Dla mnie uczeń jest partnerem, który powinien znajdować „swoje” rozwiązania. Nauczyciel ma tylko dać mu narzędzia, żeby sam rozwiązał swoje problemy. Podprowadzić.

Kiedy byłam uczennicą, kochałam lekcje rosyjskiego. Nauczycielka była komunistką, ale zmuszała nas do myślenia. W PRL-u pozwalała nam mówić o Katyniu! Urządzała debaty i pierwsza była o tym, kto zabił tam polskich oficerów – Niemcy czy Rosjanie. My uczniowie ją przegraliśmy, bo nie znaliśmy kalibrów broni używanej przez ZSRR. W domach rodzice podszkolili nas z militariów i na drugiej lekcji pokonaliśmy nauczycielkę na argumenty. A ona: „I oto chodzi. I tak wam nie uwierzę, ale oto chodzi”. Takich nauczycieli się zapamiętuje.

Jak młody człowiek ma nauczyć się myślenia i zostać dobrym obywatelem, jeśli nauczyciele nie dają mu przykładu? Jak ma chodzić na wybory, jeśli nauczyciele nie głosują? Moi uczniowie całe noce pisali listy w imieniu Amnesty International. Czytali też bajki dzieciom z domów dziecka, kwestowali na schroniska dla zwierząt, na WOŚP. A jak wybuchły walki na Majdanie w Kijowie, zbierali opatrunki i lekarstwa dla Ukrainy. Bez uczenia obywatelskich postaw w szkole nie będzie społeczeństwa obywatelskiego, dobrego państwa.

Uczyć indywidualizmu czy działania w grupie?

– Jak nie ma indywidualizmu, to nie ma myślenia grupowego, bo grupa składa się z indywidualności. Trzeba jednak indywidualistów uczyć dogadywania się ze sobą pokazując, jak ważna jest komunikacja, że jest wiele sposobów, by się porozumieć. Ja dzielę klasę na grupy i w każdej jest obserwator, który ocenia pracę grupy. Nie merytorycznie, od tego jestem ja. Obserwator ocenia, co w grupie zagrało, a co nie, bo np. ktoś za bardzo się koncentrował „na swoim”. Każdy może być obserwatorem i obserwowanym. To uczy ich patrzenia na świat z wielu perspektyw.

Chce Pani zmieniać dzieci i w ten sposób zmieniać świat?

– Nie chcę dzieci zmieniać, ale otwierać ich na świat, na innych. Chcę dać uczniom impuls, by sami doszli do tego, co jest dla nich ważne, i żeby nie myśleli schematami. Istotą mojego zawodu jest pokazywanie dróg i możliwości wyboru. Uczeń ze szkoły powinien wyjść otwarty na ludzi i świat. Tolerancyjny. Powinien znać siebie, mieć poczucie własnej wartości i być gotowym pokonywać swoje ograniczenia i trudności, jakie będą go spotykać każdego dnia. To ważniejsze niż wiedza.

Udostępnij na:

Share on facebook
Share on twitter